Czasem bywa i tak, że nie jest to Twój dzień. Raz walczysz, ale Ci nie idzie, a za drugim razem przegrywasz ze swoimi emocjami. Taki jest już sport. I tak też było w szeregach OKTS Budom Orneta podczas turniejów wojewódzkich.
Maciej Grablewski i Mateusz Smurzyński z wielkimi nadziejami jechali na Grand Prix Warmii i Mazur do Działdowa. Tak, jak mocno kibice liczyli na dobre wyniki, tak balonik szybko pękł.
Grablewski zaczął dobrze, bo od prowadzenia 1:0 z Michałem Orłowskim z Ostródzianki Ostróda. Były to jednak tylko miłe złego początki, ponieważ kolejne trzy sety należały do rywala. W drugiej grze wychowanek OKTS przegrał 0:3 z Oliwierem Julicki (Mlexer Elbląg) i występy pozostałych zawodników mógł oglądać już tylko z perspektywy trybun.
Słaby występ zanotował również Mateusz Smurzyński. Już na początku doszło do przykrej niespodzianki, gdyż przegrał z Remigiuszem Kowalikiem. Prowadził 2:0, lecz nie utrzymał prowadzenia i uległ 2:3.
”Kowalik znacząco się poprawił i wygrał zasłużenie. To prowadzenie 2:0 wywalczyłem w końcówkach, więc mecz był od początku wyrównany. Później zawodnik z Elbląga zaczął grać dokładniej i sięgnął po zwycięstwo.” – mówił Smurzyński
Kolejną grę zawodnik Orneckiego Klubu stoczył z Dominikiem Dzikońskim z Pisanicy. Wygrał 3:2 i w następnym pojedynku mierzył się z Adamem Stachowiakiem z AZS UWM Olsztyn.
I tutaj doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Po jednym z półdługich serwisów przeciwnika (piłka wypadła minimalnie poza krawędź stołu) – próbując zagrać atak rotacyjny – Smurzyński zahaczył nadgarstkiem o stół, co spowodowało u niego ogromny ból. Nie był w stanie kontynuować gry i zakończył swój turniej w juniorach, a w seniorach w ogóle nie wystąpił.
Pierwsze analizy wskazują, że 17-latek ma objawy stłuczenia. Na szczęście ręka nie spuchła, jednak przy poruszaniu nadgarstkiem czuć dyskomfort. W obozie Orneckiego Klubu spokojnie wszyscy czekają na rozwój sytuacji.
